19 lis 2014

Facebookowe gawędy. Alarm, moc i tajemnicza zawartość wozu

Strona "Windurowej propagandy" na Facebooku kwitnie. Pomyślałam jednak, że szkoda by było, żeby moi nie-facebookowi Czytelnicy (tak, tacy jeszcze istnieją!) zupełnie nie mieli dostępu do propagandowych kwiatków. Dlatego, co jakiś czas, będę je tutaj wrzucać. Zapraszam na (zdrową) dawkę facebookowych gawęd...

Wielka przygoda: Barbie i mroczny alarm

Widzieliście kiedyś animowany film z Barbie? Odmóżdża lepiej, niż Teletubisie. Dlatego też postanowiłam się wybrać do kina z Panem Whooperem na najnowszą Barbie. Co prawda, jeszcze parę produkcji temu, grafika wyglądała, jakby ktoś jej do końca nie wyrenderował, ale "Barbie i tajemnicze drzwi" mnie zachwyciły - widać nawet było, z której strony pada światło!

Niestety, reklama lalek tuż przed filmem (trwająca jakieś pięć sekund) zdradziła nam całą fabułę, łącznie z rozwiązaniem. Na szczęście nie po to tam przyszliśmy. Zgodnie z nadziejami, dane nam było odmóżdżenie, dzikie ataki śmiechu i nieprzystojne żarty - słowem impreza bez alkoholu i innych używek. Pozwoliliśmy sobie, bo byliśmy sami na sali (w innym przypadku ograniczylibyśmy się do chichotu i szeptanych żartów).

Nasza radosna zabawa została jednak brutalnie przerwana. Jakieś pięć minut przed zakończeniem filmu, ekran nagle spowiła czerń. Pomyślałam, że obsługa (która co jakiś czas z przewrotem oczu sprawdzała, czy nasza dwójka nadal okupuje salę) zrezygnowała z kurtuazji i otrzymaliśmy jasny komunikat: "paszli won!". Moje domysły okazały się błędne - z głośników dało się słyszeć:

"UWAGA UWAGA W ODDALONEJ CZĘŚCI BUDYNKU WYSTĄPIŁO ZAGROŻENIE. POMIESZCZENIE W KTÓRYM PAŃSTWO SIĘ ZNAJDUJĄ JEST OBECNIE BEZPIECZNE. PROSZĘ PRZERWAĆ WSZYSTKIE CZYNNOŚCI, POZOSTAĆ NA MIEJSCU I OCZEKIWAĆ DALSZYCH KOMUNIKATÓW."

I tak w koło Macieju. Zupełnie nie pasowało mi to do alarmów pożarowych, które znałam jeszcze ze szkół. Gorączkowo zastanawiałam się, co może być tym "niebezpieczeństwem". Bomba? Wariat(ka) z kałachem? To drugie od razu skreśliłam w myślach - przecież to nie Ameryka. Nie wiedząc, na co się przygotować, upchnęłam wszystko do plecaka, żeby mieć wolne ręce. Po chwili wahania, przełożyłam gaz pieprzowy "bliżej ręki", czyli do kieszeni bluzy. Wyszliśmy z sali. Na zewnątrz zatrzymał nas pracownik kina (nazwę go "Jacusiem", ponieważ jeszcze się pojawi). 

— Nic się nie dzieje, pewnie zaraz puszczą film od nowa! To awaria jednego z projektorów — zapewnił.

Wyszliśmy do głównego korytarza, ale okazało się, że nie wyjdziemy do części handlowej galerii. System opuścił kratę, która blokowała schody łączące część kinową. Pozostała droga ewakuacyjna, której nikt nie kwapił się otwierać. Klapnęliśmy więc na jedną z różowych kanap (wrocławianie, chyba już wiecie, które to kino?). Nagle przebiegła przed nami pani z czarną skrzyneczką w dłoni i szerokim uśmiechem na twarzy.

— No ja pi***olę! Kratę też opuściło?! — roześmiała się i pobiegła w sobie tylko znanym kierunku. 

Po paru minutach pojawił się Jacuś.
— Tego filmu to chyba jednak nie puszczą, więc możecie państwo podejść do kasy i poprosić o zwrot pieniędzy — powiedział z zakłopotaniem.

Podziękowaliśmy i tak też uczyniliśmy. Ciesząc się paroma złotymi w kieszeni, poszliśmy z powrotem na kanapę. Komunikat cały czas dudnił nam w uszach, a dookoła ludzie, z wyrazem lekkiej paniki na twarzach, dzwonili do bliskich. 

— Koleżanka właśnie zaczęła wyprowadzać ludzi przez wyjście ewakuacyjne, to może państwo dołączą? — z pod ziemi wyrósł nie kto inny, jak Jacuś.

Jeszcze raz podziękowaliśmy i zanurzyliśmy się w zawiłe korytarze. Tutaj słychać było inny komunikat: o SŁUCHANIU LIDERA oraz ZACHOWANIU SPOKOJU.

— Przy prawdziwej ewakuacji też pewnie te kraty opuszczają. A nie miałbym ochoty czekać, aż ktoś mnie wyprowadzi, albo, aż otworzą kratę — stwierdził z przekąsem Niedźwiedź.
— No to trzeba będzie załatwić sobie trochę termitu i nosić w plecaku — zażartowałam, mając na myśli silny materiał pirotechniczny. Niedźwiedź nawet się nie uśmiechnął, bo, jak się okazało, wziął ten pomysł całkiem na serio.

Kiedy zamknęły się za nami drzwi korytarza ewakuacyjnego, nagle wkroczyliśmy w sielankowy obrazek ludzi snujących się po galerii handlowej, z popową muzyczką w tle.

PS Pozdrowienia dla Jacusia.

Mocne wspomnienie z podstawówki

Wczoraj, na swoim fejsbukowym profilu, moja znajoma nauczycielka spytała o najcenniejszą lekcję, jakiej udzielili nam belfrowie. Odpowiedziałam: "Tego, że nie wszystko jest oczywiste, więc nie należy spieszyć się z oceną". Kryje się za tym pewna historia...

Mój kolega z klasy spytał kiedyś panią od sztuki po co mamy uczyć się terminów związanych z operą - szczerze wątpił w przydatność tych informacji. Nauczycielka odpowiedziała: "Wyobraź sobie, że idziesz ze swoim szefem na uroczysty wieczór w operze. Po przedstawieniu szef pyta cię: <<Jak ci się podobała aria sopranowa w trzecim akcie?>>. A ty co? Dupa wołowa!".

Nikt już tego dalej nie kwestionował.

Oj, Ciechan

Przyniosłam kumplowi urodzinowe piwo - "Ciechan" (nieświadoma ostatnich wydarzeń). To chyba było gorsze faux pas, niż gdybym przyszła na mecz Śląska owinięta w szalik Legii.

Co dziewczyna może mieć na wozie

Sesja RPG (a więc połączenie teatru z grą planszową, w której każdy odgrywa postać, jaką porusza się po świecie gry). Jako Niestanka, dziewczę z wioski, próbuję przedostać się przez miasto obłożone kwarantanną. Nagle dowiaduję się, że siedzę na wozie drabiniastym. Podchodzi strażnik i pyta:
— Co tam macie na wozie, dziewczyno?

W realnym świecie siedzę przy stole ze znajomymi, a strażnika odgrywa Mistrz Gry, który na bieżąco wymyśla świat, w jakim się poruszamy. Patrzę na niego zdezorientowana i na pytanie odpowiadam to, co pierwsze przychodzi mi do głowy: 
— Pszczoły luzem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz